29 stycznia 2026
Miłość to okno otwarte na świat…
Większość z nas, którzy kogoś kochają, na jakimś etapie związku mierzy się z kwestią: gdzie jest moje Ja, gdzie jest twoje Ty, a gdzie jest nasze My. Znalezienie odpowiedniego dystansu, troszczenie się o siebie i jednoczesne troszczenie się o drugą osobę i o relację, czyli o to wszystko, co jest przestrzenią pomiędzy nami, bywa największym wyzwaniem, z jakim się mocujemy, kochając.
Dotyczy to nie tylko par i miłości erotycznej, ale i miłości rodzicielskiej, i miłości wobec innych osób, a może nawet - bardziej ogólnie - istot.
Z tymi, którzy kochają, ku refleksji, dzielę się dzisiaj fragmentem z książki, którą właśnie czytam:
„Miłość to zjednoczenie z kimś lub czymś na zewnątrz, pod warunkiem zachowania własnej odrębności i integralności. Jest to uczucie współdzielenia czy też duchowej bliskości, które pozwala na pełne ujawnienie własnej aktywności wewnętrznej.
Przeżywanie miłości likwiduje potrzebę złudzeń. Nie ma potrzeby upiększania obrazu drugiej osoby czy też siebie samego, ponieważ realność współdzielenia i kochania pozwala na wyjście poza własne istnienie i jednocześnie na doświadczanie własnej osoby jako nośnika siły, która stanowi akt miłości. Istotna jest jakość kochania, nie zaś jego obiekt.
[…]
W akcie miłości stanowię jedność ze wszystkimi, a zarazem jestem sobą, niepowtarzalną, odrębną, ograniczoną, śmiertelną istotą ludzką. W istocie miłość się rodzi i odradza, mając swe źródło w różnicy między odrębnością i jednością”.
Erich Fromm „O nieposłuszeństwie i inne eseje”